niedziela, 15 grudnia 2013

By dojść do źródła, trze­ba płynąć pod prąd.

Stukasz palcami o blat stołu i nerwowo spoglądasz w stronę zegara. Ciche tik tok tik tok zagłusza twój wewnętrzny spokój, a porównując z ciszą panującą w pomieszczeniu, jest niczym nieznośny hałas. Nie lubisz tych całych coniedzielnych obiadków w rodzinnym domu (jeżeli można go tak nazwać). Matka wtedy, jak zawsze, pyta się ciebie i Laury co u was, jak na studiach... Właściwie, jej pytania nigdy jakoś ciebie nie denerwowały. Zawsze wiedziałeś, że pytała z czystego zainteresowania. W końcu byłeś jej synem, a Laurę wychowywała od małego. Za to twój ojczym... On wszystko psuje. Na sam jego widok skręca cię od środka. Zastanawiasz się, co twoja matka w nim widziała. Przecież to istna bestia, jego nie da rady się lubić, więc co dopiero kochać... Ta jego udawana życzliwość i troska... Nienawidzisz kłamstwa i udawania, ale najwidoczniej obłuda, to jego drugie imię. Za każdym razem jednak, gdy jesteś obecny w trakcie obiadów, siedzisz przy jednym stole z matką, Laurą i przeklętym ojczymem, zaczynasz rozumieć pewną rzecz... Dochodzisz do pewnego faktu, wciąż od nowa. Rozumiesz, że przeklinasz w duchu ich wszystkich, ten cały dom, krótkie dzieciństwo i próbujesz uciec od czegoś, co pozornie nie ma wyjścia. Toniesz w myślach i masz wrażenie, że zaraz mimowolnie wstaniesz, klniesz na głos i wyjdziesz z hukiem z domu. Nawet masz zamiar to zrobić, gdy nagle odzywa się do ciebie ojczym.
- Czemu zawsze jesteś taki poddenerwowany? - pyta, patrząc ci prosto w oczy. Bezczelność. Uśmiechasz się cynicznie pod nosem. W myślach odpowiadasz, że to on na ciebie tak działa. Że masz ochotę obić mu twarz i wyjść. Nigdy więcej tu nie wracać. Zaszyć się w mieszkaniu, rozmawiać ciągle ze swoją współlokatorką, malować, robić wszystko, co lubisz... Jednak milczysz. Po chwili wstajesz, mruczysz jakieś słowo pod nosem, które prawdopodobnie miałoby oznaczać "Przepraszam, ale muszę już iść", po czym bez słów wyjaśnień wychodzisz z jadalni. Nie mija sekunda, a ty odpalasz już silnik swojego motoru, po czym ruszasz w stronę swojego mieszkania. Czemu musisz być taki nerwowy? Taki pamiętliwy? Wszystko jest po prostu bezsensu. Chcesz, by było dobrze... Zawsze chciałeś. Chciałeś uchronić matkę przed mężem. Jednak ona odrzucała twoją pomoc, twoją troskę. Wiedziała, że Klaus jest złym człowiekiem, ale miłość wygrała z rozsądkiem, a jej najwidoczniej spodobało się udawanie ślepej i głupiej. Zawsze jednak chciałeś, by było dobrze. Przez pewien okres czasu byłeś posłuszny jej i temu dupkowi. Ale w pewnym momencie miałeś dość. Twoje zachowanie nie można było nazwać buntem. Raczej ucieczką w stronę niezależności. W pewnym sensie ci się udało. Wszyscy dali ci spokój. Ale zawsze chciałeś dobrze. Chciałeś zawrócić i jakoś potrząsnąć matką! Ale zawsze tym samym wszystko psułeś. Praktycznie, zauważyłeś coś. Wszystko, co dotkniesz, zawsze umiera... Ciągniesz za sobą kłopoty... Wciąż, wciąż, bez końca. Dlatego wolisz być sam. Samiutki ze sobą. Wtedy twoje dobre chęci nie zamienią się w kłopoty i ból. Wiele rzeczy unikniesz. Ale trudno tak odizolować się od ludzi, którzy czasami sami do ciebie lgną. A w szczególności, trudno trzymać na dystans ludzi, którym nie przeszkadza twoja opryskliwość, bezczelność, porywczość, czy lekkomyślność. I, co najgorsze, tobie trudno wciąż uciekać od takich ludzi, prawda, Florian?

Florian Hoffman
Dwadzieścia cztery lata (25 maja 1989; Berlin). Student malarstwa. Dzieli z Sienną Berry mieszkanie w skromnej kamienicy. Heteroseksualny i w pewnym sensie do wzięcia. Ojca nie zna, ale ponoć był Hiszpanem. Nienawidzi swojego ojczyma, więc nosi panieńskie nazwisko swojej matki. Na koncie zaliczony romans z przyszywaną siostrą. W weekendy pracuje w Fast Foodzie, byle nie żyć na pieniądzach ojczyma. Ostatnio jego życie wywróciło się do góry nogami. Nie nauczył się jeszcze chodzić na odwrót, ale sobie jakoś radzi. 
Dobry!
Błędy są?
Nie odpisuje po kolei.
Średnie, długie. Pluje na krótkie.
Powiązania lubię. 
Stanisław Jerzy Lec w tytule.
FC: Vini Uehara

13 komentarzy:

  1. [Uwielbiam to imię! :D Fajny chłopak, ale coś czuję, że wątku nie uda nam się wykminić. :C Tak czy siak, jestem taka miła i chciałam sie chociaż przywitać z administratorką. :D ]

    Liliana.

    OdpowiedzUsuń
  2. [No problem w tym, że ja nic nie wymyślę. :C Jeżeli jednak Ty na coś wpadniesz to zapraszam do mnie! :D]

    Liliana.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Misiak! <3 Florian i Florie wątek/powiązanie muszą mieć, ale Ty wymyślasz. ;)]

    Florie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Florie w Niemczech mieszkała od urodzenia do ok. trzynastego roku życia, potem wyjechała na pięć lat do USA i znowu wróciła do Niemiec, więc od pięciu lat jest ponownie w Berlinie, więc jeśli nie masz nic przeciwko przerwaniu przyjaźni na pięć lat - to jestem za. :D]

    Florie

    OdpowiedzUsuń
  5. [To daj mi jakiś konkretny pomysł na wątek, bo nigdy nie zacznę. ;x]

    Florie

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dlaczego Ruda? :3 Okeeej, postaram się zarzucić pomysłem, ale zaczynasz! I w ogóle, co powiesz na scenę zazdrości w wykonaniu Floriana? Mógłby się przyczepić do Sienny o to, że przyprowadziła do domu jakiegoś chłopaka, o.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pisz ten wiersz, pisz, ty mój twórczy Misiu. Ja sobie grzecznie poczekam. A co się tyczy tej kreskówki - kiedyś coś widziałam, chyba. :D]

    OdpowiedzUsuń
  8. Florie była osobą, która bez problemu potrafiła zarazić drugiego człowieka pozytywną energią. Potrafiła zarazić uśmiechem tak samo, jak zaraża się ziewaniem. Praktycznie nigdy nie czuła się poszkodowana, a kiedy coś jej zagrażało — szukała prędkiego wyjścia z sytuacji i jak na kota przystało, zawsze spadała na cztery łapy. Florence ze swoim usposobieniem potrzebowała się otaczać innymi. Była człowiekiem, który bez towarzystwa znajomych, przyjaciół czy bliskich, popadał w dziwną chandrę i nawet dobre komedie jej nie bawiły. Dlatego nie lubiła tracić kontaktu.
    Florian był przyjacielem z dzieciństwa. Dogadywali się praktycznie w każdej kwestii, a Florie nigdy nie traktowała chłopaka ponad to. Był przyjacielem, czasem pieszczotliwie nazwała go braciszkiem lub misiakiem, ale nigdy nie postrzegała go jako mężczyzny. Niestety. Chociaż nie ujmowała mu charyzmy i zawsze twierdził, że ten dobrze wygląda, czasami nawet mu doradzała, to z uśmiechem obserwowała, jak ten chadza na randki i dobrze bawi się z dziewczynami. Nie bywała zazdrosna, a raczej wiecznie zatroskana, bo przecież… to był jej Florian!
    Nawet wtedy, kiedy wyjechała do Stanów na pięć lat i smakowała zupełnie innego życia wśród ludzi o zupełnie innej mentalności, nie zapominała o niej. Pisała do niego długie listy, a kiedy mogła — zaczęła komunikować się z nim przez sieć. Długie rozmowy na skypie, wieczne pisanie maili i trawienie na odpowiednią porę dnia po obu stronach. Tęskniła za Florianem i niestety ominęła wiek dojrzewania, zmiany obserwując na zdjęciach lub w kamerce internetowej. Oboje dorośli i wyrośli. No, prawie.
    Kiedy jako osiemnastolatka wróciła do Niemiec, nadal była niziutka, ale zdołała nabrać nieco kobiecych kształtów, rysy twarzy stały się ostrzejsze, a uśmiech pełniejszy i co ważniejsze — miała proste zęby. Pamiętała, jak po pięciu latach braku realnego kontaktu, rzuciła się na szyję — sporo wyższego od siebie misiaka. Nie byli już równi wzrostem i siłą. Florian mógłby ją zgnieść i praktycznie to zrobił. Od tamtego czasu widziała w nim swojego bohatera i starszego brata, którego — jako jedynaczka — potrzebowała. Kochała swojego ojca i kochała Andreasa, kochała też Floriana i była zdziwiona tym, że praktycznie po całym życiu w towarzystwie samych mężczyzn, nadal nie ma ich dość.
    Znajdując chłopaka, który praktycznie nikomu się nie podobał i który po prostu zdawał się być tym wszystkim znudzony, musiała być w niego mocno zapatrzona. I była. Wzdychała do niego, robiła wszystko, aby nadal patrzył na nią tak samo. Nie traciła uśmiechu i pewności siebie, ale bywały dni, kiedy miała go dość. Nie odważyła się jednak zerwać tej relacji, przecież… nie mogła narzekać. Jednak to przez swój związek straciła w pewnym momencie brata.
    Poniedziałkowy wieczór. Pusty wieczór. Z pustym mieszkaniem. Nie miała pojęcia, gdzie był Eryk i Andreas. Siedziała sama w salonie, odkładając ciężką książkę. Spojrzała na telewizor i skrzywiła się, widząc roznegliżowaną tancerkę w kolorowym teledysku. Sięgnęła po swój telefon. Początkowo nie wiedziała dlaczego, ale zrozumiała, że nadal jako zakładki używała zdjęcia Floriana, gdzie jest przez niego przyduszana, ale szczęśliwa.
    „Wiesz, gdzie mieszkam. Wpadniesz? Florie.”
    I tyle. Żadnych emotek, żadnych przeprosin czy buziaczków. Wiedziała, że Florian zjawi się przeciągu najbliższej godziny albo nie przyjdzie w ogóle. Mimo wszystko w kuchni znalazła butelkę whisky i wina, zajrzała do lodówki, gdzie była sałatka i mogłaby też zrobić kanapki lub tosty, gdyby był głodny. Nie wiedziała, co może więcej zrobić, dlatego wróciła na sofę i zaczęła przełączać kanały.

    Florie

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Ano Gemma :D widzę, że to jednak był dobry wybór.
    A on jakiś taki smutny. Ja i Mer mamy ochotę wziąć go w ramiona i po prostu tulić i mryziać. Nie przejmuj się, ja dziwna jestem]
    Meredith

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wierz lub nie, ale zakochałam się w twoim Florianie. Ma cudowne imię, a karta jest napisana tak lekko, że niemal przez nią płynęłam. Chcę wątku, nawet jeśli ty nie miałabyś na to ochoty. Nasze postaci łączy fakt, że ich ojcowie byli Hiszpanami, a oni oboje mieszkają w kamienicy i są studentami. Przypadek? Nie sądzę. :D
    Zdjęcie jest boskie. <3]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  11. [Nowe zdjęcie nawet jeszcze lepsze! :D Sąsiedzi - okej. Wspólny ojciec - zgadzam się, tylko w jaki sposób się o tym dowiedzą? I jako przyrodnie rodzeństwo będą się lubić czy też nie? :D]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  12. Pojawienie się Floriana w jałowym życiu Sienny wywróciło cały światopogląd dziewczyny do góry nogami. Dotąd wszystko kręciło się wokół pracy, studiów, znalezienia odpowiedniego lokum i zapomnienia o bolesnej przeszłości spędzonej w Anglii. Tak naprawdę nie sądziła, że przystojnego chłopaka z parku spotka po raz kolejny podczas wynajmowania mieszkania; początkowo nie sądziła, aby warunki, które jej stawiał były prawdziwe - cena za pokój nie była kosmiczna, a dodatkowo zawierała wiele bonusów, które w innym przypadku nie wchodziłyby w grę. Tylko głupi nie dostrzegłby, jak skrępowana czuła się, ulegając namowom chłopaka. Bo naprawdę nie wiedziała czy to dobry pomysł! Ofiarował jej tak wiele… zbyt wiele, kiedy nie mogła się niczym odwdzięczyć. Pochodzili z dwóch różnych światów; on - bogaty, pewny siebie, z pełną rodziną; ona - wychowana w domu dziecka, z krótkim epizodem u rodziny zastępczej, zdana tylko na siebie i obcych ludzi, przeliczająca z miesiąca na miesiąc każdy grosz. Może sytuacja nie byłaby o tyle skomplikowana, gdyby nie fakt, że Florian szybko przestał być jej obojętny. Wypierała się tego uczucia najlepiej, jak umiała, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Zdesperowana próbowała zapomnieć, zacisnąć zęby i iść dalej, ale jak zapomnieć o kimś, kto jest obok? Przez krótki czas rozważała nawet wyprowadzenie się do innego mieszkania, tylko, co by to dało? Co by mu powiedziała? Hej, zakochałam się w Tobie, dlatego muszę zniknąć. To była beznadziejna sytuacja, gdyby chociaż odwzajemniał jej uczucia… Ale wiedziała, że tak nie jest i nigdy będzie. Chyba zbyt desperacko szukała osoby, dla której byłaby całym światem. Syndrom dziecka porzuconego.
    Po pewnym czasie znalazła sposób. Sądziła, że umawianie się z innymi mężczyznami pozwoli jej stłumić uczucia, pozbyć się problemu, dlatego co jakiś czas gdzieś wychodziła, z kimś się spotykała. Nie były to randki, ponieważ nie chciała się zbytnio angażować. Wystarczyło jednak, aby przestała non-stop myśleć o swym współlokatorze…
    Właśnie spędzała czas z kolegą z roku, mieli wspólnie zastanowić się nad projektem, a przy okazji nadrobić zaległą kawę. Floriana akurat nie było, więc Sienna nie musiała się obawiać, że mu przeszkodzą. Co dziwne - wrócił wcześniej. O wiele wcześniej. I zdążyła zauważyć, że nie jest zadowolony.
    - To Sebastian - uśmiechnęła się łagodnie - Chodzimy razem na wykłady - zwróciła się do kolegi, mrugając do niego porozumiewawczo - A to jest Florian, mój współlokator.
    Chłopak przebąknął pod nosem jakieś zwykłe wyrazy grzecznościowe i w pospiechu stwierdził, że musi się już zbierać. Nie minęło pięć minut, kiedy wyszedł, a Sienna zaczęła sprzątać rzeczy w salonie.

    [Dno :<]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dzięki za powitanie! :) Och, ale ja zero pomysłów mam.]

    Viktor

    OdpowiedzUsuń