poniedziałek, 16 grudnia 2013

I guess I’m hard when I’m soft


MEREDITH BURTON

Swansea 11 grudnia tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty ósmy.
Niedoszła aktorka, dziś krytyk teatralny i matka dziesięciolatki. 


Drogi Boże.
  Do tej pory czekam na tego konia, o którego tak zawzięcie modliłam się przed trzydziestomalaty. Mamusia twierdziła bowiem, że tylko ty możesz spełnić to marzenie, więc z całego serca wygłaszałam każdego wieczoru tę pieprzoną formułkę, która niby ma służyć za bezpośrednią formę kontaktu z tobą. Pewnie wiesz jak bardzo bolały mnie kolana, gdy musiałam tak tkwić na tej gołej podłodze, a matka stojąca w drzwiach uśmiechała się z dumą. Znamy się nie od dziś i z pewnością wiesz, że Cię nie lubię. Nie mówię tego tylko dlatego, że moje ukochane dziecko spędza noc u tatusia, a ja mogę wreszcię wypić lampkę wina, bądź dziewięć jeśli chcemy być bardziej dokładni. Wcale nie przemawia przeze mnie Chianti, wręcz przeciwnie. Mam wiele powodów by Cię nie lubić, raz nie dałeś konia, dwa matka nigdy mnie nie lubiła, trzy mam zdecydowanie za dużą dupę, czasami boje się, że nie zmieszczę się w drzwiach, co z pewnością niezwykle by Cię rozbawiło. Za każdym razem, gdy idę przez to cholerne miasto ona mi tak po prostu szyderczo dynda z tyłu i zdaje się żyć własnym życiem! Przy okazji tematu miasta. Tak właściwie miałoby w sobie jakiś urok, gdyby nie było kolebką samego diabła. Słyszałeś w jakim języku mówią ci ludzie? Czasami mam wrażenie jakby cytowali formułki czarnej mszy na środku miasta i nikt nie zwraca na to uwagi. Mogę się założyć, że pani z warzywniaka korzystając z mojej niewiedzy otwarcie, a w dodatku z uśmiechem na ustach nie żałuje mi przekleństw za to, że poprosiłam o zwrot centa, gdy zapytała czy może mi go nie wydać. Tak już mam, że chciwe ze mnie stworzenie, ale to akurat twoja wina. Mam ochotę powiedzieć jej, że nie ładnie i że bozia ją pokara, ale w sumie nie jestem gotowa by zaciągnąć u ciebie taki dług wdzięczności. Bo to zbyt poważny krok jest! Prawie tak samo jak związanie się z facetem, choć tych wolnych akurat wokół mnie brak, co pewnie jest winą twoją, albo mojej wielkiej dupy, czyli jednak twoją. 
  Mam do Ciebie również żal o to, że w tych podłych czasach dzieci już nie wierzą w Świętego Mikołaja. Nie dlatego, że chcę by moja Grace fantazjowała o grubym staruchu w czerwonym ubraniu, który przeciska się przez komin z tym co przez lata wyhodował na swoim brzuchu, po to by wypić nasze mleko i nawpieprzać się ciastek z supermarketu, w nagrodę dając marny prezent. Chodzi tu głównie o to by móc zobaczyć naszego ukochanego pajaca w tym przebraniu. Nie sądzisz, że tatusiek wyglądałaby komicznie? Widok warty grzechu.
 Poza tym jest dobrze, jednak to na pewno nie twoja zasługa. Radosne ze mnie po prostu stworzonko, które wcale nie opowiada sprośnych żartów i nie podjada dziecku żelek, w zamian posługując się wymówką o krasnoludkach, sądząc, że dziesięciolatka, która odziedziczyła  inteligencje po matce w to uwierzy. Nie jest źle, ale jeszcze lepiej by było gdybyś wyjął te kijki z niemieckich tyłków, żeby przestali być takimi sztywniakami. Ja wiem, że karzesz mnie w ten sposób i jawnie pokazujesz stosunek ludzi do mnie, zwłaszcza wtedy gdy uśmiecham się do nich ładnie, bez konkretnego powodu, a oni patrzą na mnie jak na idiotkę.
P.S. Możesz sprawić, że jutro nie będę miała kaca? Z góry dziękuję.
Meredith
___
Ahoj. 
Mam nadzieje, że jej nie spieprzyłam.
Krzyczeć od razu.
I wolę zaczynać. 

19 komentarzy:

  1. [Gemma, Gemma, Gemma, boże, Gemma *_____*
    Dobrze, idę czytać kartę :D]
    Florian

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, tak. Gemma! Skoro Florie mieszka z Andreasem i nazywa go sobie tatą, to pewnie przyda się jakiś wątek, co? :D]

    Florie

    OdpowiedzUsuń
  3. [GEMMA <3
    Dzień dobry.]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  4. [ŁAAAAAA!!!!!!!!!! <333333]

    Andreas

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jest bardzo ładnie! inaczeeeej! <33333 Chce coś! Może Andreas wpadnie na "nowe mieszkanie" z jakimś badylem żeby je powitac w noym mieście? ;>]

    OdpowiedzUsuń
  6. [jak najbardziej może jej to cholerne miasto pokazać i nawet w ramach rekompensaty zabrać ją potem na obiad!]

    OdpowiedzUsuń
  7. [będzie tuczący! <3 nie ma problemu, ja dopiero wrocilam z pracy wiec troche jeszcze nie ogarniam, bede cierpliwie czekac ;)]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Gemma <3. Gdyby mi pasowała do postaci to pewnie wzięłabym jej wizerunek. Uwielbiam ją, jak i zresztą kilka osób przede mną.
    A co do karty to kilka razy parsknęłam śmiechem, na przykład przy wzmiance o dużym tyłku. Z dużym poczuciem humoru piszesz o postaci i to mi się podoba! Meredith zdaje się być taką bezpardonową osóbką. :D]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  9. [Chyba jestem głupia, bo nie rozumiem fascynacji Gemmą. Ładna pani, owszem, ale zastanawia mnie, co ma w sobie takiego, że wszyscy reagują na nią tak entuzjastycznie? I zgadzam się z poprzedniczką, dużo humoru w karcie. Kliknęłabym lubię to!, ale to nie fejs, niestety.
    Witam na blogu. Myślę, że Bóg na złość dołożył jej jeszcze większego kaca. :>]

    Christine Kochman

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jasne. Nie ma sprawy. Możesz brać. Skoro Gemma. Nie przejmuj się, też jestem dziwna.]
    Florian

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dzień dobry. Nawet jak bardzo nie chcesz, to musimy mieć wątek :D]

    ~ E.Bayer

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jak najbardziej słuszny, Gemma jest taka cudowna, że o matko.
    Właśnie Twoja postać jest taka normalna, ja takich nie potrafię, bo mi się zaraz nudzą, więc wkraczają te z popaćkanym życiem, cobym po tygodniu ich nie zostawiła.
    Piszemy coś?]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  13. [E tam, Meredith też na swój sposób smutna, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ja z kolei za Chiny nie poprowadzę postaci wiecznie śmiejącej się jak głupi do sera, zawsze wychodzą mi wariatki.
    Na razie niczego produktywnego nie jestem w stanie wymyślić, ale jakbym na coś wpadła, to ewentualnie dam znać. Póki co życzę frajdy i ciekawych wątków!]

    Christine

    OdpowiedzUsuń
  14. [Burza mózgów! Jestem słaba w jakieś tam niesnaski i niedomówienia, więc proponuję rzyganie tęczą, chociaż to będzie trudne do wykonania, biorąc pod uwagę wszystkim nam znaną sytuację :D Chociaż z drugiej strony... Po co się nie lubić, kiedy można się lubić i podróżować na jednym jednorożcu!]

    ~ Bayer

    OdpowiedzUsuń
  15. [Witamy się ze Sienną serdecznie i zapraszamy do wątku :)]

    Sienna

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie rozumiem, co miałoby się odbijać na jej córce, zwłaszcza, że Eryk z córką i córka z córką Eryka mają kontakty wyjątkowo udane :D To co? Patataj patataj na jednorożcu? :D]

    ~ Bayer

    OdpowiedzUsuń
  17. [No problemo, chętnie zacznę ;)]

    ~ Bayer

    OdpowiedzUsuń
  18. [To czekam. Odwdzięczę się zaczęciem, chociaż za tym nie przepadam, ale :) Jak wymyślisz coś fajnego to się poświęcę.]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  19. Andreas bardzo tęsknił za córką. Może nie był wzorem idealnego ojca, szczególnie na początku kiedy wiadomość o ciąży mocno go zaskoczyła, ale obiecał sobie że nigdy nie popełni największego błędu swojego życia i nie zostawi swojej córki bo rodzicom nie wyszło bycie razem. Owszem, nie wyszło, bo nigdy w zasadzie go nie próbowali. To był krótki romans, pełen namiętności i wzajemnej fascynacji romans. Nic więcej. Żadne z nich nie spodziewało się, że skończy się w taki a nie inny sposób, ale żadne też nie żałowało tego, że na świecie pojawiła się mała istotka,, która wywróciła ich świat do góry nogami. To było trudne, szczególnie dla Andreasa, który nie chciał stracić najważniejszych momentów w życiu swojego dziecka, więc robił co mógł, żeby wsiadać w samochód albo samolot tak często jak tylko się dało. Swego czasu był w Cardiff prawie co tydzień, zabierał mała na spacery, do kina albo do swoich rodziców, którzy byli absolutnie zakochani w jedynej wnuczce. To właśnie oni pełnili „rodzicielskie obowiązki”, kiedy Andreasa nie mogło być przy Grace, bo akurat wypadły mu dni zdjęciowe w odległym krańcu świata. Nie mniej jednak oboje perfekcyjnie opanowali skype, telefony, smsy i mmsy, bo bez tego z pewnością nie daliby rady. Szczególnie on, bo im Grace była starsza, tym bardziej tęsknił do kolejnego spotkania, zdając sobie sprawę z tego, że jeszcze trochę i dziewczynka będzie nastolatką, a później to już tylko jeden krok do dorosłości, w której ojcowie tak na dobrą sprawę nie są za bardzo potrzebni. Czasem muszą pomóc przy zmianie opony w samochodzie, czasem w zaległych zakupach, na które dorosła córka nie ma pieniędzy bo wszystko wydała na nową kolekcję ciuchów w sklepie w galerii handlowej. Skończą się czasy, w których był jej rycerzem na białym koniu walczącym z potworem spod łóżka. Jego córka dorastała i nie było na to rady, chociaż on wciąż usiłował znaleźć magiczny sposób na to, żeby została wciąż jego małą dziewczynką.
    Rozmowy o przeprowadzce do Berlina toczyły się już od pewnego czasu. Meredith nie była nastawiona do tego wszystkiego jakoś szczególnie pozytywnie, ale w końcu uległa, pozwoliła sobie kupić bilety i nawet zgodziła się na mieszkanie, które zaproponował jej Andreas. Jego stara znajoma wyprowadzała się gdzieś w cieplejsze regiony i zostawiała wspaniałe i świetnie położone mieszkanie, Andreas dogadał się z nią, że będzie się nim opiekował i że zamieszkają w nim dwie, z czterech, najważniejszych kobiet jego życia. A teraz prawie biegł na spotkanie z matką swojego dziecka, i oczywiście spóźniał się jak zwykle bo nigdy nie potrafił wyjść z domu odpowiednio wcześnie, żeby dotrzeć na miejsce na wyznaczoną godzinę.
    - Mój boże, strasznie cię przepraszam.. Nie spodziewałem się, że będą takie korki o tej porze. - przyznał z przepraszającym uśmiechem i pocałował ją delikatnie w policzek – Najpierw obiad, bo zmarzłaś czy najpierw zwiedzamy okolice, żebyś się więcej nie pogubiła?

    OdpowiedzUsuń